result.title | striphtml
{{ result.label }}

{{ result.excerpt | striphtml }}

Brak wyników wyszukiwania dla podanej frazy

Wystąpił błąd podczas wyszukiwania. Proszę spróbuj ponownie

Dwójka jednakowo ubranych chłopców siedzi na drewnianych krzesełkach przy stoliku i śmieją się do siebie. Na stoliku stoją dwie niebieskie miseczki z posiłkiem.

W życiu prawie każdego małego dziecka nadchodzi taki dzień, że trafia pod opiekę instytucji, czyli do żłobka czy przedszkola. Wydawałoby się, że nic w tym nadzwyczajnego, jednak co jeśli maluszek jest alergikiem? Czy jest on skazany na pozostanie w domu pod stałą opieką mamy? Odpowiedź brzmi: nie.

Chciałabym, przy pomocy przykładu z naszego życia, przybliżyć tę kwestię, aby pomóc Wam podjąć decyzję o zapisaniu malucha do żłobka lub przedszkola – już bez strachu.

U naszego synka, w testach skórnych, wyszła alergia na jaja, mleko i mąkę żytnią. Pierwsze, co należy zrobić w takiej sytuacji to porozmawiać z osobami bezpośrednio opiekującymi się dzieckiem - uczulić je na to, aby maluch nie otrzymywał żadnych produktów na które ma alergię. W naszym przypadku, w grę wchodzą nie tylko jajko i mleko w czystej postaci ale także wszystkie produkty je zawierające – wszelkiego rodzaju ciasta, makarony, kluski a także słodycze (w większości cukierków i łakoci czekoladowych występują mleko lub serwatka w proszku). Rozmowa z przedszkolanką powinna odbyć się w spokojnej atmosferze, tak aby osoba mająca na oku naszego smyka, na pewno miała możliwość dopytania się o wszystko co dla niej niejasne a my - pewność, że przekazaliśmy wszystkie istotne informacje.

Najważniejszą jednak rozmową jest ta, którą przeprowadzamy z osobami odpowiedzialnymi za przygotowanie posiłków. W placówkach, w których jest kuchnia, z całą pewnością pracuje osoba wyznaczona do planowania menu - może to być intendent lub po prostu żywieniowiec. Ta osoba na pewno będzie wiedzieć sporo o jedzeniu :) Mi ta rozmowa bardzo pomogła. To właśnie z tą Panią odpowiedzialną za planowanie menu konsultuję wszystkie swoje wątpliwości. Jest to bardzo pomocna osoba, gdyż dzięki swojej wiedzy z zakresu żywności i żywienia, sama wskazuje mi potrawy w których ukryte są "nasze" alergeny. Może się też zdarzyć, że nasza placówka korzysta z usług firmy cateringowej - wtedy niezbędna jest rozmowa z dyrekcją.

Jakie mamy opcje żywienia naszych małych alergików?

 
Niektóre placówki, szczególnie te prywatne, oferują specjalny program żywieniowy dla dzieci z alergiami pokarmowymi, który wyłącza wszystkie najczęściej występujące alergeny. Jendakże, niestety, taka opcja jest dostępna bardzo żadko. Można też całkowicie zrezygnować z wyżywienia oferowanego przez placówkę. Jesteśmy wtedy zwolnieni z opłaty za wyżywienie a maluch zjada posiłki, które sami przygotowaliśmy (Pani kucharka podgrzewa je przed podaniem). Ja zdecydowałam się na częściową rezygnację. W każdy piątek otrzymuję od intendenta menu na nadchodzący tydzień, które mogę spokojnie przeanalizować. Samodzielnie przygotowuje synkowi tylko te potrawy, których jeść nie może, a pozostałe maluch otrzymuje tak samo jak inne dzieci.

Przygotowując dziecku "prowiant" kieruję się tym, co jeść będą pozostałe maluchy, tak aby mój synek nie czuł się inny. Gdy w planie są kotlety mielone, ja również je przygotowuję, tylko że bez użycia jajka. Bułeczki mleczne piekę sama a kakao czy zupy mleczne robię na bazie mleka roślinnego. Nie jest to na początku łatwe ale, w zasadzie, szybko się można przyzwyczaić. Okazuje się, że bez jajek i mleka można przyrządzić wiele identycznych potraw, które tradycyjnie je zawierają - muffinki, makaron, pierogi… to żaden problem, trzeba tylko trochę pogłówkować ;)

Następną ważną kwestią w takiej sytuacji jest rozmowa z dzieckiem. Nawet trzyletni maluch wiele już rozumie – częściej tylko trzeba mu przypominać o niektórych sprawach. Ja z synkiem porozmawiałam od razu po zrobieniu testów skórnych. Był wtedy świeżo po wizycie - jeszcze nią przejęty. Wytłumaczyłam mu, że nie wolno mu jeść jajeczek i pić zwykłego mleczka, które dotąd bardzo lubił. Zaznaczyłam też, że również czekoladeki i słodkości kupionych w sklepie nie będzie mógł od tej pory zjadać. Oczywiście, od razu pocieszyłam go, że będziemy sami piekli różne rarytasy lub poszukamy czegoś co będzie dozwolone. Synek wie, że nie wolno mu częstować się od innych dzieci ich posiłkami. Nie wiem na ile faktycznie przestrzega tych zasad. Mam jednak nadzieję, że opiekunka też zwraca na to uwagę, i zainterweniuje jeśli synek się na coś skusi.

Jak na razie jakoś radzimy sobie dobrze. Pamiętamy, aby często tłumaczyć naszemu maluchowi przyczyny nałożonych na niego zakazów. On sam nie wydaje się być z tego powodu nieszczęśliwy. Cieszy się, że zabiera ze sobą do przedszkola śniadanie w pudełeczku, dokładnie tak jak jego tata do pracy – jest to dla niego powód do dumy!

Mam nadzieję, że jeśli jest wśród nas mama alergika, która zastanawia się nad zapisaniem malucha do żłobka czy przedszkola, po przeczytaniu tej porady zdecyduje się na ten krok bez większych obaw ☺

Komentarze do porady

Sprawdź, jak oceniły inne mamy
Komentarze do porady
Poprzedni {{ pageNumber }} {{ pageNumber }} Kolejny

{{ review.author }}

{{ review.author }}

{{ review.publication }}
Poprzedni {{ pageNumber }} {{ pageNumber }} Kolejny