result.title | striphtml
{{ result.label }}

{{ result.excerpt | striphtml }}

Brak wyników wyszukiwania dla podanej frazy

Wystąpił błąd podczas wyszukiwania. Proszę spróbuj ponownie

Dziecko siedzące w  czerwonym foteliku, jest karmione zieloną łyżeczką przez kobietę. Niemowlę jest zadowolone z pożywnego posiłku, który przygotowała mu matka.

Problemy z jedzeniem u niemowlęcia zazwyczaj wynikiem niedojrzałości układu pokarmowego, które objawiają się: ulewaniem, wzdęciami  czy kolkami.

Kłopoty z jedzeniem u starszych dzieci wynikają zazwyczaj z atmosfery, jaką tworzymy wokół posiłków. Prawdopodobnie zdarzyły się sytuacje, które wpłynęły na to, że teraz nasze dziecko je niechętnie i mało. Jak, więc zachęcić dziecko do jedzenia? Podzielę się swoim doświadczeniem oraz sposobami, które poskutkowały w naszym przypadku.

1. Nie przyklejamy etykiety maluchowi:

Przyznam się, że na początku sama podświadomie zwracałam się z etykietą niejadka do swojego dziecka. Kiedy nie jadło zamiast próbować czegoś skuteczniejszego, wybierałam prostszą, ale niestety nie słuszną drogę. Myślałam, że jak się poopowiada, że inne dzieci jedzą, że jest niejadkiem i nie będzie duży to wreszcie zmieni się coś w kwestii jedzenia. Myliłam się i to bardzo. Moja dobra znajoma, która jest psychologiem w szkole powiedziała, że absolutnie mam tego nie robić! Nie jest to bowiem żadna metoda wychowawcza, tylko krzywdzenie dziecka i wpajanie mu złych teorii, wręcz straszak. Zrezygnowałam przekonana jej argumentacją i wstyd się przyznać, że w ogóle po taką metodę sięgnęłam, ale tak było. Łatwa i nic nie kosztująca okazała się nie dość , że nie skuteczna to jeszcze nie wychowawcza! Zdecydowanie odradzam.

2. Zdrowy rozsądek:

Należy przemyśleć realnie sytuację z kłopotami żywieniowymi dziecka, czy faktycznie je za mało, czy być może to my rodzice nie podajemy zbyt dużej ilości jedzenia? U nas nie pojawił się wprawdzie problem tej natury, jednak z doświadczenia bliskich mi mam, wiem, że tak czasem bywa. Nazywamy dziecko niejadkiem, chociaż ono je tyle ile mu trzeba – jest jeszcze dzieckiem, więc rzeczą oczywistą wydaje się, że je mniej niż dorosły człowiek.

3. 5 posiłków jako harmonia:

W naszym domu jesteśmy przyzwyczajeni do 3 stałych posiłków w ciągu dnia. Staramy się wszystkie trzy zjadać razem. Jednak rzeczą doskonale nam przyswojoną jest fakt o tym, że lepiej jeść pięć mniejszych posiłków w ciągu dnia. Taką zasadę wprowadziłam w stosunku do swojego dziecka. Do klasycznego zestawu żywieniowego dodałam II śniadanie oraz podwieczorek. Ponadto postanowiłam rozbić obiad dwudaniowy na dwie części, czyli podaję zupkę, a po około godzinie- dwóch podaję drugie danie. Ta zasada rewelacyjnie sprawdza nam się każdego dnia, dziecko nie otrzymuje wielkich porcji w dużych odstępach czasu, tylko mniejsze ,a częściej.

4. Przekąskom mówię nie:

Moim zdaniem to trudna,ale nieraz konieczna zasada. Jeżeli dziecko nie chce obiadku, to czekam godzinę i nie podaję absolutnie żadnej przekąski, po minionym czasie podaję obiadek. Zwykle zjada, wyjątkiem może być choroba albo jak się nam już zdarzyło po powrocie od babci najedzone bułeczką i słodkimi flipsikami… Ta pierwsza opcja jest zrozumiała, doskonale wiemy, że gdy człowiek choruje apetyt znika, jednak druga kwestia jest nauką dla dziecka, że może zrezygnować z obiadku, bo i tak dostanie coś innego, bo jest głodne. Właśnie dlatego zrezygnowałam z przekąsek, zastąpione zostały dodatkowymi posiłkami.

5. Szantaż zdecydowanie nie!

Jedzenie jest konieczne do życia, ale powinno być przyjemnością nie koniecznością. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem szantażu w stosunku do dzieci, zarówno psychicznego jak i fizycznego. Sama nie szantażowałam dziecka, że jeśli nie zje to nie dostanie czegoś, albo nie będzie mogło czegoś robić… Jednak w swojej pracy w przedszkolu usłyszałam kiedyś jak koleżanka szantażowała naszego przedszkolnego niejadka: ,,Jasiu jeśli nie zjesz zupki, nie będziesz się bawił klockami jak inne dzieci” – o zgrozo, zwróciłam uwagę koleżance, jednak słowa już padły,a biedny Jaś ZE STRACHU próbował zjeść zupę.

6. Wybór:

W ramach zdrowego rozsądku polecam dawać dziecku wybór co chce zjeść. Oczywiście wyważając co najlepsze dla naszego malucha.

7. Rozszerzajmy menu:

Monotoniczność obiadów, to czasem jest zmora dla dziecka. Wciąż ziemniaki, kotlecik i surówka,a może tak warzywna zapiekanka? Naleśniki? Gotowany kalafior? Pulpety z ryby? Nowość może zachęcić malucha. Nowy wygląd, kolor, smak, zapach. Polecam to świetna zabawa tworzyć takie nowe dania z maluchami.

8. Ostrożnie z popijaniem:

Najprostsza zasada a bywa z nią różnie, tutaj również ze swojego doświadczenia wiem, że najgorszą sprawą w trakcie posiłków jest popijanie. Malec zapełni sobie brzuszek piciem i nie jest już głodne.

9. Wygląd posiłków:

Pamiętaj o tym, że sposób podania posiłku też ma znaczenie. Niech jest kolorowo, śmiesznie, wesoło. Może ludziki, statek, buźka. Można teraz kupić mnóstwo fantastycznych wędlin, serów, rybek, cała gama warzyw i owoców. To może być świetna zabawa i naprawdę krok milowy w stronę jedzenia.

10. Atmosfera:

Atmosfera zjadania posiłków to podstawa! Starajmy się zjadać je wspólnie, w spokoju, budując więzi i ciesząc się jedzeniem i sobą. Dziecko, które widzi rodziców zjadających obiad chętniej je swój, bowiem najlepiej pociąga się dobrym przykładem. Spokój i ciepło rodzinne to istotny element na drodze do zdrowe zjadania!

Komentarze do porady

Sprawdź, jak oceniły inne mamy
Komentarze do porady
Poprzedni {{ pageNumber }} {{ pageNumber }} Kolejny

{{ review.author }}

{{ review.author }}

{{ review.publication }}
Poprzedni {{ pageNumber }} {{ pageNumber }} Kolejny