{{ result.label }}

{{ result.excerpt | striphtml }}

Brak wyników wyszukiwania dla podanej frazy

Wystąpił błąd podczas wyszukiwania. Proszę spróbuj ponownie

Ciąża i poród (310 Wątki)

Nacięcie a pęknięcie krocza

Data utworzenia : 2021-02-25 18:22 | Ostatni komentarz 2021-04-08 15:35

ewe123

981 Odsłony
198 Komentarze

Chciałam się z Wami podzielić moim doświadczeniem w tym temacie, gdyż nie raz w wielu wątkach przewijały się pytania na ten temat i wiele obaw z tym związanych. Za mną dwa porody, dwa totalnie różne choć oba siłami natury. Przy pierwszym porodzie zostałam nacięta, niestety poza skurczem, pierwsze nacięcie nie poszło położnej tak jak powinno, więc potem jeszcze "poprawiła", tłumaczac że to wina mięśni i scięgien krocza, które jej zdaniem były "jakby ze stali". Ból nie do opisania, szwy ciągnęły, przez wiel dni nie mogłam usiąść na pupie, miałam problem z trzymaniem moczu, z wypróżnianiem a nawet z chodzeniem czy  dłuższym staniem. Ze skutkami nacięcia borykałam się w sumie przez dwa lata. Zaden lekarz nie potrafił stwierdzić dlaczego blizna boli i ciągnie, czemu nadal po tak długim czasie czuje w tych miejscach dyskomfort. 

Przy drugim porodzie, ledwie dwa tyg. temu opowiedziałam po krótce położnej o mojej traumie związanej z nacięciem i poprosiłam ją o zrobienie wszystkiego co w jej mocy by tego krocza po raz drugi nie nacinać, chyba że pojawi się zagrożenie dla dziecka, poród będzie trwał zbyt długo etc. to tylko w takiej sytuacji wyrażam na to zgodę. Położna okazała się naprawdę cudowną osobą, aczkolwiek wymagającą :) mocno mnie dopingowała i robiła co mogła by krocze ucierpiało jak najmniej choć sama przyznała że faktycznie coś jest na rzeczy z tymi "stalowymi mięśniami" a przy okazji wyjaśniła skad tyle czasu doskwierało mi nacięte krocze - było źle zszyte, zbyt ciasno, porobiły się duże zrosty - jak się okazuje bliznę trzeba masować, koniecznie i bezwzględnie. O tym niestety nie powiedziano mi ani w szpitalu ani na kontroli po 6 tyg. ani na żadnej innej wizycie. Więc tu rada dla tych które poród mają przed sobą - po wygojeniu krocza, bliznę trzeba masowac codziennie, będzie bardziej elastyczna i przy kolejnym porodzie nie będzie z nią problemów. Dodatkowo nacięcie uszkadza głębokie tkanki, u mnie akurat uszkodzeniu uległy ścięgne, co z kolei skutkowało obniżeniem dna macicy a co za tym idzie - wieloma dolegliwościami bólowymi w drugiej ciąży. 

Przy drugim porodzie obyło się bez nacięcia, ale krocze popękało (i to w zasadzie w miejscu starej blizny, gdyż miała sporo zrostów i była totalnie nieelastyczna), więc wymagało szycia. Jednakże moim zdaniem było to o niebo lepsze niż nacięcie. Po pierwsze pęknięcia były tylko powierzchowne, nacięcie dotyczy głębszych tkanek, więc jest większą ingerencją bardziej uszkadzającą krocze. Po drugie, samego "pękania" kompletnie nie czułam podczas porodu. Po trzecie, zaraz po zakończonym kontakcie skóra do skóry, samodzielnie wstałam, poszlam pod prysznic, a zaraz potem usiadlam - dokładnie usiadłam, bez żadnych przeciwbólowych, i wypiłam herbatę :) 

Aktualnie niecałe 2 tyg po porodzie, nie czuje bólu w miejscu szycia, mimo że szwy jeszcze się nie rozpuściły, rany ładnie się goją, funkcjonuje zupełnie normalnie od ponad tygodnia. Chodze na spacery, sprzątam etc. Przy pęknięciu nie ucierpiały ani ścięgna ani głębsze tkanki, stad proces dochodzenia do formy jest dużo krótszy i mniej bolesny niż przy nacięciu. 

Więc jak dla mnie - pęknięcie krocza jest dużo mniejszym złem, pod warunkiem że trafimy na dobrą położną która będzie kontrolować napięcie i nie dopuści do zbyt rozległych pęknięć. Więc nie dajmy sobie wmówić że nacinanie jest konieczne bo nie jest, owszem przyspiesza poród (choć moj trwał dwie godziny i bez nacięcia) ale niestety jest to ingerencja która po porodzie kosztuje nas sporo bólu i dyskomfortu. Jest to też wygodniejsze dla personelu, bo nie musza się wysilać by nam to krocze ochronić, ale warto powalczyć o swoje, bo ja na własnym przykładzie wiem, że różnica jest ogromna. Gdybyście miały jakies pytania, chętnie odpowiem. Chętnie też poczytam o waszych doświadczeniach związanych z porodem sn i nacięciami czy też pęknięciami jeśli takowe wam się przydarzyły. 

2021-02-25 21:44

Aneczka, możliwe że tak by było, ale jednak dało się jakoś poprawić sytuacje przez chociazby masowanie tej blizny, o czym nikt nie wspomnial, albo skierowanie do fizjoterapeuty uroginekologicznego - o którego istnieniu wtedy też nie miałam pojecia. Przez uszkodzenie ścięgien i brak rehabilitacji tej blizny obniżyła mi się przednia ściana macicy, co też skutkowało i wcześniejsym drugim porodem i faktem ze był on trudny i bolesny, choć dzięki super położnej - szybki i szczęśliwe zakończony. Dopiero własnie od niej dowiedziałam się tych wszystkich rzeczy - a przez 6 lat co pół roku odwiedzałam ginekologa i to nie jednego, bo co jakis czas zmieniałam i nikt się słowem nie zająknął o zrostach, obniżeniu dna macicy czy złym zszyciu krocza... Takze nawet lekarzom trudno zaufać

2021-02-25 21:26

Mam nadzieję że mnie to ominie i wszystko będzie dobrze 

2021-02-25 20:11

Ewe żeby dobrze naciela za pierwszym razem i żebyś miała dobrze zszyte to może nie było by takiego problemu i inne byś miała porównanie. Tego nie wiadomo właśnie.

2021-02-25 19:31

Moje nacięcie to trauma do dziś. No,ale już pisałam wcześniej o tym. Natomiast no też się zgodziłam w ostateczności,ale córka szła z rączką przy buzi i jakoś bokiem miała główkę. 1.20h nie mogłam jej wypchać ,więc nacięcie już było konieczne bo trwało to zbyt długo. Mi Ewe też nikt nie mówił i masowaniu. Pierwszy raz to słyszę. Bolało okropnie, usiąść nie mogłam na pupie do tego po tym jak rozeszły się szwy to źle się to wszystko zroslo.

2021-02-25 19:05

Klaudiamam - cieszę się że Cię to ominęło :) to pokazuje, że da się w ten sposób urodzić i że rutynowe nacinanie nie ma uzasadnienia. Sama leżałam na sali z dwiema dziewczynami które urodziły bez żadnych uszkodzeń krocza i przypadków takich w tym szpitalu było chyba tyle samo co i pęknięć i nacięć razem wziętych. Więc to akurat pozytywny fakt

2021-02-25 18:28

U mnie na szczescie obeszlo sie bez nacinania i pękania. Ale jak czytsm twoją historie i przypominam sobie historie innych kobiet ktore opowiadaja ze nie mogą chodzic i siedziec to bardzo wspolczuje